Góry, szum rzeki, tradycyjne oscypki i... stada owiec pędzące środkiem drogi. Kiedy planowaliśmy nasz kolejny przedłużony weekend, pomyśleliśmy, że podróże kamperem z dzieckiem w Pieniny to może być strzał w dziesiątkę. Chcieliśmy sprawdzić, jak ten malowniczy region sprawdzi się na aktywne podróżowanie we trójkę. Spoiler: nasz czterolatek był zachwycony, a my jako rodzice wróciliśmy z naładowanymi bateriami.
Nawet jeśli wydaje Wam się, że górskie szlaki mogą zmęczyć małe nóżki, ten plan wycieczki pokaże Wam zupełnie inną perspektywę.
Dzień 1: Wieczorny chillout pod Trzema Koronami
Naszą przygodę rozpoczęliśmy od zameldowania się na tanim parkingu w Sromowcach Niżnych. To genialne miejsce usytuowane tuż u podnóża majestatycznych Trzech Koron, które od razu zrobiły na nas ogromne wrażenie.
Kiedy zajechaliśmy na miejsce, powitała nas błoga cisza i niemal całkowicie pusty plac. Dopiero w nocy oraz nad ranem kolejnego dnia dojechało kilka kamperów i przyczep, tworząc świetny podróżniczy klimat. Obudzić się z takim widokiem za oknem naszego mobilnego domku? Coś pięknego!
Dzień 2: Flisacy, spacer nad rzeką i kampingowe SPA
Drugi dzień przyniósł nam jedną z największych atrakcji regionu. Czekał nas legendarny spływ Dunajcem razem z flisakami, którzy raczyli nas świetnymi opowieściami. Cała wyprawa trwała około dwie godziny – ruszyliśmy ze Sromowców i dopłynęliśmy prosto do przystani w Szczawnicy.
Po dopłynięciu na miejsce przyszedł czas na szybką kawkę i spacer słynną Promenadą nad Grajcarkiem. To świetnie zagospodarowany, tętniący życiem deptak z ławkami i pięknymi widokami, idealny dla rodzin z wózkami i rowerzystów. Nasz spacer to około 2 kilometry marszu po zupełnie płaskim terenie wzdłuż rzeki, aż doszliśmy pod sam wyciąg na Palenicę, gdzie znajduje się duży parking.
Stamtąd złapaliśmy busa powrotnego do Sromowców, a po powrocie nasza rodzinka Ziomków zgłodniała, więc poszliśmy na obiadowe co nieco do schroniska PTTK, znajdującego się przy wejściu na szlak.
Nasza rada: W schronisku koniecznie zamówcie pierogi Juhasa, czyli genialne, lokalne pierogi z bryndzą – absolutne niebo w gębie!
W drodze powrotnej odwiedziliśmy jeszcze Pawilon Pienińskiego Parku Narodowego (wstęp na wystawę jest darmowy). Co ciekawe w tym muzeum, to interaktywna ściana, na której pokazane są rośliny oraz zwierzęta zamieszkujące te tereny. Obok PTTK znajduje się też mini bacówka, gdzie przemiła pani sprzedaje lokalne specjały: miody, dżemy i świeże oscypki.
Tego dnia na nocleg udaliśmy się na świetnie zagospodarowany Camping Łęg w miejscowości Frydman. To urokliwe miejsce położone tuż nad rzeką Białką, blisko Jeziora Czorsztyńskiego z nowoczesnymi sanitariatami i placem zabaw. Wykorzystaliśmy ten czas na relaks pod gorącym prysznicem oraz zrobiliśmy pełny serwis kampera – zrzut szarej wody, czyszczenie kasety i nalanie świeżej, czystej wody do zbiorników.
Dzień 3: Tradycyjny redyk owiec i ukryty wodospad
To był docelowy punkt naszej wycieczki, na który Mikołaj czekał najbardziej – Redyk owiec w Jaworkach tuż obok Szczawnicy. Na miejsce zjechały tłumy, ale udało nam się zaparkować całkiem blisko na prywatnej łące, która na czas imprezy zamieniła się w bezpieczny parking na cały dzień.
My trafiliśmy akurat na wiosenny redyk, czyli uroczyste wyprowadzanie owiec na hale, które tradycyjnie nazywa się Mieszaniem. Jeśli wolicie jesienne klimaty, to wtedy odbywa się drugi redyk, czyli sprowadzanie stad (tzw. Łossot), kiedy setki owiec pędzą widowiskowo ulicami samej Szczawnicy. Kupiliśmy standardowo pluszaka – tym razem do naszej kolekcji dołączyła mięciutka owieczka – i spędziliśmy super czas na rodzinnym festynie.
W drodze na kolejne miejsce noclegowe postanowiliśmy zahaczyć o Wodospad Zaskalnik w Szczawnicy. To urokliwa, kilkumetrowa kaskada ukryta w lesie, do której dojście z parkingu zajmuje zaledwie kilka minut, więc idealnie wpisuje się w niewymagające atrakcje dla dzieci w Pieninach. Tuż obok wodospadu znajduje się mały plac zabaw oraz zadaszona wiata na grilla, jeśli ktoś miałby ochotę na piknik.
Dzień 4: Ścieżka w koronach drzew Brama w Gorce
Ostatnim punktem noclegowym na naszej trasie był darmowy parking miejski w Krościenku nad Dunajcem. Po pożywnym śniadanku w kamperze poszliśmy na krótki spacer wzdłuż Dunajca – tak spokojnie, żeby nikogo nie zmęczyć przed resztą dnia. Na końcu ścieżki trafiliśmy na świetne tablice informacyjne, z których dzieci mogą dowiedzieć się ciekawostek o pienińskiej przyrodzie.
Na koniec zostawiliśmy sobie prawdziwą petardę, czyli Bramę w Gorce. To niesamowita ścieżka w koronach drzew połączona z masą interaktywnych informacji o faunie i florze okolicznych lasów. Skorzystaliśmy tam z warsztatów malowania ptaków, Mikołaj dowiedział się, jakie ślady w lesie zostawiają leśne zwierzęta, a w multimedialnej jaskini spotkaliśmy nawet... "prawdziwego" niedźwiedzia.
Nasza rada: Zwróćcie uwagę na zainstalowany na ścieżce ciekawy zegar z odgłosami ptaków – uczy i bawi jednocześnie. Na miejscu jest też mini zoo, gdzie dzieciaki mogą pogłaskać kozy i owce.
W drodze powrotnej w kierunku Rzeszowa przystanęliśmy na kolację z absolutnie genialnym widokiem na Tatry w oddali oraz zachód słońca. Wybraliśmy Punkt widokowy Widoma - Rozdziele i był to najpiękniejszy możliwy finał tego wyjazdu. Tak właśnie zakończyliśmy nasz intensywny, ale cudowny dłuższy weekend w Pieninach.
Czy warto jechać w Pieniny z dzieckiem?
Naszym zdaniem – absolutnie warto odwiedzić Pieniny z dzieckiem. Połączenie tradycji (redyk, flisacy), pięknej natury i nowoczesnej edukacji (Brama w Gorce) sprawia, że to idealny region na rodzinny urlop. Podróżowanie we trójkę z własnym domem na kółkach dało nam ogromną swobodę i pozwoliło chłonąć ten klimat bez pośpiechu.
A jak to wygląda u Was? Czy Wasze dzieciaki miały już okazję zobaczyć prawdziwy redyk owiec na żywo, czy taka tradycyjna atrakcja jest jeszcze na Waszej liście marzeń? Dajcie znać w komentarzach!
