Kiedy planujemy krótki wypad z domu, często szukamy miejsc, które zadowolą całą naszą trójkę. Tym razem jako kierunek wybraliśmy województwo świętokrzyskie, które okazało się strzałem w dziesiątkę. Ruszyliśmy w drogę z nadzieją na udane rodzinne chwile i piękne widoki. Nasza rodzinka Ziomków uwielbia takie spontaniczne trasy, gdzie dom na kółkach daje nam pełną niezależność.
Dzień 1: Od bajkowego Pacanowa po wieczorny relaks nad zalewem
Wystartowaliśmy z Rzeszowa zaraz po dobrym, wspólnym śniadaniu. Naszym pierwszym celem było miasteczko, w którym według znanej opowieści kozy kują, czyli Pacanów. Chcieliśmy odwiedzić Europejskie Centrum Bajki im. Koziołka Matołka, jednak trafiliśmy na przebudowę ekspozycji stałej. Na szczęście tuż po drugiej stronie ulicy czekał na nas Park Edukacyjny Akademia Bajki, który okazał się świetną alternatywą.
Mikołaj od razu ruszył na plac zabaw pełen bajkowych postaci. Dużą atrakcją było też mini zoo, gdzie zobaczyliśmy lamy, kozy, kucyki oraz ozdobne ptaki, takie jak pawie i bażanty. Wybraliśmy podstawowy pakiet biletów, który nie obejmował teatru czy małpiego gaju, ale nasz 4-latek i tak wyszalał się za wszystkie czasy. Na miejscu zjedliśmy też smaczny obiad w tutejszej restauracji. Co ciekawe, jedyny wizerunek słynnego koziołka znaleźliśmy tylko na murze oraz przy samym wejściu, gdzie maskotka witała gości. Oczywiście pamiątkowy pluszak Koziołka Matołka musiał z nami odjechać w dalszą drogę.
W planach mieliśmy jeszcze ogród zoologiczny, ale niebo zaczęło się chmurzyć. Podjęliśmy szybką decyzję o jeździe na pierwszy nocleg nad Zalew Morawica. Początkowo myśleliśmy o głównym parkingu, jednak ostatecznie zaparkowaliśmy po drugiej stronie zbiornika. Dzień zakończyliśmy miłym spacerem po plaży i lodami zjedzonymi na molo.
Dzień 2: Kajakowe przygody i spotkanie z egzotyką
Rano obudził nas niesamowity koncert ptaków, wśród których najgłośniej dawał o sobie znać Trzciniak. Po porannym spacerze wokół zalewu postanowiliśmy zwodować nasz własny kajak. Zbiornik nie jest duży, więc pływanie nie trwało długo, ale dla Mikołaja ogromną frajdą było wiosłowanie tuż obok stada kaczek. Pogoda zaczęła się poprawiać, więc nadszedł czas na powrót do planu z zoo.
Odwiedziliśmy Ogród Zoologiczny Leśne Zacisze w Wygwizdowie. To wyjątkowe miejsce, które zajmuje spory, zalesiony teren i jest domem dla ponad setki gatunków zwierząt z całego świata. Największe wrażenie zrobiły na nas pawie, które swobodnie spacerowały alejkami i chętnie prezentowały swoje piękne ogony. My jako rodzice doceniliśmy brak betonu, ponieważ zamiast sztucznych chodników spaceruje się tu po szutrowych ścieżkach w kojącym cieniu drzew.
Nasza rada: Podróże kamperem z dzieckiem wymagają elastyczności, dlatego zawsze warto mieć w zanadrzu plan awaryjny na wypadek nagłej zmiany pogody.
Późnym popołudniem ruszyliśmy na Camping Zamkowa Polana w Chęcinach. Przywitał nas bardzo sympatyczny właściciel, a sama lokalizacja pośrodku lasu urzekła nas od pierwszego wejrzenia. Na miejscu dostępne są czyste sanitariaty, zadaszona altana grillowa oraz przestrzeń do gry w piłkę. Wieczorem pogoda znów spłatała figla i zaczęło padać, ale my wykorzystaliśmy ten czas na układanie klocków i planszówki wewnątrz naszego ciepłego kampera.
Dzień 3: Zamkowe sekrety i wyprawa na szczyt
Po szybkim śniadaniu ruszyliśmy ścieżką prowadzącą prosto z campingu na Zamek w Chęcinach. Trafiliśmy idealnie, ponieważ na miejscu odbywał się akurat festyn rycerski z mnóstwem dodatkowych atrakcji. Nasz 4-latek miał nawet okazję samodzielnie ozdobić własną torbę na zakupy i przymierzyć strój prawdziwego rycerza - oj, swoje to ważyło.
Sam zamek powstał na przełomie XIII i XIV wieku i skrywa bogatą historię, służąc dawniej między innymi jako skarbiec koronny oraz więzienie dla wysokich stanem jeńców.
Warto wiedzieć, że dojazd do naszego campingu prowadzi formalnie przez deptak na zamek z zakazem ruchu, jednak właściciel obiektu ma pozwolenie na wjazd dla swoich gości. Na polu namiotowym spotkaliśmy też ciekawe towarzystwo, w tym ekipę z charytatywnego Rajdu Koguta oraz rzemieślnika budującego repliki łodzi wikingów.
Kolejnym punktem dnia była Góra Miedzianka. Podejście na szczyt z parkingu zajęło nam dosłownie chwilę, więc to idealna trasa na podróżowanie we trójkę, nawet z młodszym dzieckiem. Na samej górze wdrapaliśmy się na oba wierzchołki, skąd podziwialiśmy rozległą panoramę okolicy.
Nasza rada: Przed wejściem do lasu prowadzącego na Miedziankę koniecznie użyjcie dobrego środka na owady, ponieważ w gęstwinie potrafi ich być naprawdę sporo.
Następnie skierowaliśmy się w stronę stolicy regionu, odwiedzając Ogród Botaniczny Geonatura Kielce. Ta nowoczesna placówka leży na południowych stokach wzgórza Karczówka i w niesamowity sposób łączy kolekcje roślinne z odsłonięciami geologicznymi. Wzięliśmy udział w grze terenowej, szukając ukrytych wskazówek do stworzenia magicznego eliksiru. Niestety, zabrakło nam jednego elementu, ponieważ w wyznaczonym miejscu nie znaleźliśmy karteczki z rebusem. Przed samym zamknięciem teren ogrodu zapełnił się harcerzami, którzy prawdopodobnie zaczynali tam swój rajd. Na nocleg wybraliśmy miejski parking położony tuż obok Rezerwatu Skalnego Ślichowice, gdzie z racji zmęczenia postawiliśmy po prostu na relaks.
Dzień 4: Geologiczne cuda i tropikalny relaks na koniec
Ostatni dzień wyprawy rozpoczęliśmy od nietypowego śniadania, jakim była zupa truskawkowa. Po posiłku poszliśmy zwiedzić Rezerwat Skalny Ślichowice, do którego wstęp jest bezpłatny. To najstarszy rezerwat geologiczny w Polsce, utworzony już w 1952 roku. Najbardziej znanym elementem tego miejsca jest tak zwany fałd Ślichowicki, czyli unikalna struktura tektoniczna, pokazująca jak ogromne siły ziemi potrafią wygiąć warstwy skalne na kształt wielkiej fali. Mogliśmy zejść na sam dół dawnego kamieniołomu, co zrobiło spore wrażenie na Mikołaju.
Zwieńczeniem całego wyjazdu była wizyta w Basenach Tropikalnych Binkowski w Kielcach. Jest to największy tego typu obiekt w kraju, gdzie pod potężnym, rozsuwanym szklanym dachem rosną dziesiątki prawdziwych, egzotycznych palm. Strefa dla najmłodszych jest bardzo bogata i wyposażona w liczne zjeżdżalnie oraz wodne place zabaw. Choć leniwa rzeka płynęła dla nas odrobinę za wolno i musieliśmy ją sami nieco przyspieszać, to relaks wśród prawdziwej zieleni był idealnym domknięciem intensywnego weekendu.
W planach mieliśmy jeszcze dwie dodatkowe atrakcje, jednak ostatecznie zabrakło nam czasu. Wychodzimy z założenia, że podróże kamperem z dzieckiem mają być przyjemnością, a nie wyścigiem z zegarkiem w ręku, dlatego odpuściliśmy je na rzecz spokojnego odpoczynku. Świętokrzyskie urzekło nas swoją różnorodnością i już teraz wiemy, że na pewno tam wrócimy, aby odkryć resztę ciekawych miejsc.
A jak to wygląda u Was podczas rodzinnych wyjazdów – wolicie intensywne zwiedzanie od rana do nocy czy raczej stawiacie na spokojne tempo i modyfikowanie planów na bieżąco?